RSS
poniedzia³ek, 25 grudnia 2006
Egologia mityczna

„O ch³opcze mój, nadaremnie kochany!" - te same d¼wiêki

Wróci³y do niego. Gdy „¯egnaj!" - szepn±³, ¿egna³a go Echo.

Owidiusz

Narcyz; Caravaggio

Szczególny obraz: Narcyz wpatruj±cy siê w swoje odbicie, skupiony tylko na jednym punkcie, a jednocze¶nie si³± rzeczy obserwuj±cy rzekê, jej nurt, zapewne przep³ywaj±ce drobne ¿yj±tka, li¶cie niesione pr±dem strumienia. Zaraz, zaraz... strumienia? Dziwne, bo zwykle przedstawienia malarskie mitu przedstawiaj± Narcyza pochylonego nad stabiln± tafl± wody (stawu, sadzawki, spokojnej rzeki?), gdy tymczasem mit dok³adnie lokalizuje miejsce zdarzenia: „rozmi³owa³ siê we w³asnym odbiciu w górskim zdroju" (za Z. Kubiak), a zatem mamy do czynienia ze ¼ród³em strumienia lub strumieniem wyp³ywaj±cym z tego¿ ¼ród³a, czyli ruchem, przep³ywem. Wartki nurt wody, zapewne towarzysz±ce temu d¼wiêki - czy mo¿na w takich warunkach skupiæ siê jedynie na sobie? Odbicie jest zniekszta³cane, twarz choæ w rzeczywisto¶ci sta³a, w takich warunkach wygl±da na rozedrgan±, pozbawion± apodyktycznej stabilno¶ci. Narcyz nie wpatruje siê w siebie, lecz w swoje zniekszta³cone odbicie, które odczytuje jako „ja". Dramat Narcyza: postawienie znaku równo¶ci pomiêdzy podmiotem a przedmiotem. Przep³ywaj±ca woda uzmys³awia równie¿ sta³y, cykliczny, nieub³agany up³yw czasu, i to czasu zewnêtrznego, niezale¿nego od Narcyza, lecz ten, skazany na skupienie siê na swoim odbiciu, wpatruje siê w ci±gle sta³y punkt, wieczn± tera¼niejszo¶æ - siebie. (Narcyz po ¶mierci - wed³ug Owidiusza - wpatrywa³ siê w Styks). Kolejna dramatyczna metonimia: czas obiektywny staje siê czasem subiektywnym, czyli w tym wypadku wieczno¶ci±. (Czy Narcyz zauwa¿y³ swoj± ¶mieræ?). Jednak to nie wybór m³odzieñca decydowa³ o przyjêciu takiej postawy, by³a to kara za nieodwzajemnion± mi³o¶æ do nimfy Echo. Jednak jak pokochaæ Echo? Jak z nim (ni±) rozmawiaæ? Narcyz s³yszy jedynie powtarzane swoje s³owa: choæ Echo odpowiada, on nie dostrzega tego - jest pomno¿ony, zwielokrotniony. Emblemat Narcyza to znak równo¶ci. Jego tragedia to personalizacja Innego, zniesienie opozycji.
sobota, 23 grudnia 2006
Egologia

„Najtrudniej jest prze¿yæ nastêpne piêæ minut. ¯ycie – to jest nastêpne piêæ minut. A jednak robimy wszystko, ¿eby o tym nie my¶leæ. Plany, nadzieje, lêki – dotycz± przysz³ych tygodni, miesiêcy, lat, a nawet dziesiêcioleci. W nich wy³±cznie ¿yjemy, czyli nie ¿yjemy, ale wyobra¿amy sobie ¿ycie. Ze strachu przed nastêpnymi piêcioma minutami? Czy z nudów? Bo nastêpne piêæ minut prawie zawsze jest bardzo nieefektowne. Najczê¶ciej trzeba co¶ prze³o¿yæ z miejsca na miejsce, a potem z powrotem na to samo miejsce, wstaæ, usi±¶æ, zareagowaæ. A jednak nie ma innego ¿ycia, tylko najbli¿sze piêæ minut. Reszta to wyobra¼nia. (Chyba ¿e wyobra¼nia jest ¿yciem. W takim razie odwo³ujê wszystko). Taka jest prawda”.

S³awomir Mro¿ek

„Wskoczcie bez lêku g³ow± w dó³ naprzód do bezpowrotnej tera¼niejszo¶ci, bo tylko tak, w mgnieniu oka, znajdziecie siê w samym sercu wieczno¶ci”.
Bohumil Hrabala

Dla „Listów do Hrabala”

Panie Bohumilu, czujê siê niezrêcznie i nieporadnie, zwracaj±c siê do Pana, bo brak mi pañskiej ¶wietlisto¶ci – mimo wszystko – w ocenianiu tego, co jest. Wiêc kiedy na przyk³ad chodzê miejskimi ulicami, które roztapiaj± siê w czerwcowym s³oñcu, za nic w ¶wiecie nie pomy¶lê, ¿e oto: „powietrze migota³o i mruga³em oczami, jakby ka¿dy promyczek s³oñca by³ posolony”. Bo na ¶wiat trzeba umiejêtnie patrzeæ, ¿eby tak pomy¶leæ, a ja tego nie potrafiê. Nie potrafiê równie¿ doceniæ tego, co mnie otacza, bo za bardzo zapatrzony jestem w siebie, aby zauwa¿yæ drobne, choæ godne uwagi szczegó³y. Dla mnie nie ma „Baru ¦wiat”, dla mnie jest „Bar Ja”. Wiêc nawet kiedy staram siê uwa¿nie wypatrywaæ z moich okien ¶wiata innych zdarzeñ, to nie dostrzegam dna, a jedynie lustrzan± powierzchniê, w której dostrzegam swoje odbicie. Czasem jednak, w tych dziwnych momentach, o których trudno mówiæ, a które Pan na pewno zna, spojrzenie, odbijaj±c siê od zwierciadlanej tafli, powraca, a ja niemy kamieniejê i znikam.
Z regu³y jednak spojrzenia na ¶wiat s± innego rodzaju: przekszta³caj± wieczne teraz, o którym Pan pisa³, w nieustaj±ce wtedy. I widzê siebie nagle w tym dziwnym pomno¿eniu, opl±tanego nitkami, rozchodz±cymi siê w ró¿nych kierunkach. Lecz nie mogê pozwoliæ sobie na wzruszenie ramionami i nie mogê powiedzieæ: có¿, tak u³o¿y³y siê daty w tamtych kalendarzach, bo kiedy dotykam rozgrzanego piasku, widzê siebie wtulonego w cia³o swojej matki, bo za¿enowanego swoim cia³em. Wiêc teraz, aby pozbyæ siê tego wstydu, szukam kobiet ze skaz± na zepsutych twarzach pe³nych ciemnego i l¶ni±cego pigmentu. Chcê, ¿eby mnie adoptowa³y tylko dlatego, ¿eby zapomnieæ o ciele, które by³o ¶wiatkiem moich lêków.
Wpatrzony wiêc na nieustaj±ce wtedy, zmierzam wbrew sobie do nieuniknionego, lepkiego jutra, staczaj±c siê tym samym raz po raz z grobli istnienia.
Z nami, Panie Bohumilu, jest tak, ¿e jeste¶my ¶wiadomi ciê¿ko¶ci wyborów, tego, ¿e jeste¶my punktami, od których rozchodz± siê przez ca³y czas ¶cie¿ki, których z regu³y nie wybieramy, a raczej jeste¶my wybierani przez nie same. I choæ wydaje siê nam, ¿e na koñcu niektórych z nich widzimy co¶ piêknego, to pamiêtamy, ¿e nie warto dotykaæ pos±gów, bo poz³ota zostaje na d³oniach – to du¿o u³atwia.
Panie Bohumilu, dziêkujê Panu przede wszystkim za jedno, a mianowicie za to, ¿e pisze Pan w pierwszej osobie liczby pojedynczej, i dziêki temu to, co napisa³em, jest jedynie stylizacj±.

wtorek, 19 grudnia 2006
Zwi±zki hormonalne

Kiedy indeksy lepkiej mi³o¶ci spadaj± jak indeksy warszawskiego WIG-u. Kiedy os³abiony g³odem Amor chybia raz za razem. Kiedy pod powiekami nie pojawiaj± siê ju¿ obrazy kochanków… Lasy p³onê³y, a oni splatali rêce jak bukiety ró¿? Czy to mo¿liwe? Czy to jest powa¿ne? Ale przede wszystkim: czy zawsze, przez ca³y czas?

Mi³o¶æ to opar, co z westchnieñ uchodzi;

Rosn±c, w kochanków oczach p³omieñ rodzi;

Cierpi±c, kochanek w ³ez morze j± zmienia.

Czym¿e jest wiêcej? Szaleñstwem milcz±cym,

D³awi±c± ¿ó³ci± i lekiem koj±cym.

Te s³owa wypowiada Romeo do Benvolia. Ale o czym mówi? O mi³o¶ci? Zastanawiaj±cy przypadek i co najmniej symptomatyczny, a to dlatego, ¿e w naszej kulturze pod¶wiadomie ³±czymy dwa odrêbne stany: mi³o¶æ i zakochanie. Co dziwniejsze, nawet s³ownik niewiele wyja¶nia. Mo¿emy na przyk³ad przeczytaæ, ¿e „zakochanie” jest „mi³o¶ci± do kogo¶”. Definicje naukowe mi³o¶ci s± bardziej precyzyjne: rozgraniczaj± poszczególne stadia mi³o¶ci – zakochanie jest pierwszym z nich. W kulturze jednak mamy do czynienia ze stawianiem znaku równo¶ci pomiêdzy jednym a drugim. „To by³a mi³o¶æ od pierwszego wejrzenia”, „Od razu go pokocha³em”, „Mi³o¶æ jest ¶lepa” etc. Pod¶wiadomie kierujemy siê niepisanymi regu³ami gry: wyj±tkowo¶ci, po¿±dania, intymno¶ci. „Mi³osna” jazda bez trzymanki, ¿ycie na wysokich obrotach, a silnik smarowany namiêtno¶ci±. To oczywi¶cie ma charakter tymczasowy, lecz kulturowe ujêcie mi³o¶ci ograniczone jest w³a¶nie do „zakochania”. W literaturze pierwsze skojarzenie dotycz±ce „kochanków” to Romeo i Julia, a wiêc zwi±zku w zasadzie nigdy niezaistnia³ego. Podobne ujêcia tematu znajdziemy w Dziejach Tristana i Izoldy, Cierpieniach m³odego Wertera, tekstach romantyków – wyliczaæ mo¿na d³ugo. Opisy literackie dotycz± pierwszych gier, podchodów mi³osnych, przekraczania barier nie do przekroczenia, lecz co potem… zdecydowana wiêkszo¶æ tekstów milknie. Nie wiemy, jak uk³ada³o siê po¿ycie Orzelskiej i Bohatyrowiczowi, nie wiemy, co spotka³o po ¶lubie Gustawa i Anielê. Jedynym pewnym zakoñczeniem jest uwiêzienie lub ¶mieræ. Je¶li ju¿ teksty opisuj± mi³o¶æ dojrza³± to na sposób negatywny, raczej doszukuj± siê w niej ukrytych symptomów rozk³adu, ni¿ gloryfikuj± ¶wietlisto¶æ zwi±zków. W kulturze masowej podobnie: czasopisma, harlekiny, poradniki – wszystkie odwo³uj± siê do mi³o¶ci-zakochania. Porady na urozmaicenie „w mi³o¶ci” oscyluj± woko³o pierwszego stadium: ona lubi byæ zdobywana, on lubi zdobywaæ, wiêc udawajcie, ¿e siê nie znacie, próbujcie wzbudziæ „to” w sobie; odgrywajcie nowe role, spójrzcie na siebie (nie-siebie) oczami innego. Zwi±zek hormonalny to pod¶wiadomy idea³. Stukoty rozdygotanych serc, uniesienia ducha, czysta poezja, zapatrzenie w oczy pomimo p³on±cych lasów – stan nie do utrzymania na d³u¿sz± metê. W chwili konfrontacji idea³u z rzeczywisto¶ci± czas na rachunek sumieñ: gdzie pad³o ziarno?

pi±tek, 21 kwietnia 2006
Studium psychologiczne sympatyka ojca-dyrektora

   D³ugo zastanawia³em siê na fenomenem  Radia Maryja, telewizji Trwam i „Naszego Dziennika”. I, prawdê powiedziawszy, nie dziwi mnie to, ¿e owe media istniej±, ale to, ¿e s± osoby, dla których to ¶rodowisko jest niepodwa¿alnym autorytetem i ostaj± prawdy. Aby sporz±dziæ portret psychologiczny „przeciêtnego s³uchacza” „o¶rodka Toruñ”, nale¿a³oby naskrobaæ wiele stron tekstu. Nie mam na to czasu. Polecam jednak pewne forum, które znacznie lepiej oddaje „osobowo¶æ” zwolennika ojca dyrektora i spó³ki: http://www.ekumenizm.pl/content/article/2006012817350077.htm To wystarczy za komentarz.

niedziela, 16 kwietnia 2006
Historia pewnego krzy¿a

Sprawa instalacji Doroty Nieznalskiej, Pasja, rozpoczê³a siê 14 grudnia 2001. Wtedy to otwarto w gdañskiej galerii Wyspa wystawê artystki pt. Nowe prace. Rozg³os medialny wystawie nada³a „Gazeta Wyborcza”, która opublikowa³a zdjêcie z fragmentem pracy Nieznalskiej oraz opatrzy³a fotografiê tekstem artyku³u. W tym samym dniu (18.12.2001), w galerii, pojawia siê ekipa telewizji TVN. W ¶lad za nimi id± dziennikarze z innych gazet, a wraz z nimi pos³owie LPR-u (m.in. Gertruda Szumska i Robert Str±k). Oskar¿enie „o obrazê uczuæ religijnych” do prokuratury wnie¶li miêdzy innymi przedstawiciele LPR-u. Taki jest pocz±tek pierwszej sprawy s±dowej w III RP, która tak naprawdê nie dotyczy jedynie samej Nieznalskiej, ale granic wolno¶ci wypowiedzi artystycznej, etyki w sztuce i szeroko pojêtej tolerancji. Jest to tak¿e próba instytucjonalnego sformu³owania definicji wspó³czesnej sztuki, co samo w sobie jest ju¿ absurdalne. Tzw. „sprawa Nieznalskiej” do tej pory nie zosta³a rozstrzygniêta; ostatnia z rozpraw odby³a siê 7 kwietnia 2006.

Bior±c pod uwagê, ¿e temat by³ mocno eksploatowany przez ró¿nego rodzaju media, ponowne poruszanie go, mo¿e wydawaæ siê czym¶ niepotrzebnym, jednak ¶miem twierdziæ, ¿e jest nieco inaczej. Moim celem nie jest przes±dzanie o „warto¶ci artystycznej” instalacji (problem warto¶ciowania dzie³ sztuki jest „trochê” bardziej skomplikowany, ni¿ mog³oby siê wydawaæ niektórym osobom). Interesuje mnie jedynie pewien mechanizm, który zastosowano w Pasji. Dzie³o Nieznalskiej to „aran¿acja przestrzenna sk³adaj±ca siê, oprócz obiektu w formie krzy¿a, z projekcji ta¶my wideo i odpowiednio zaciemnionego pomieszczenia”. Przypomnijmy, ¿e na krzy¿u umieszczono fotografiê mêskich bioder i ud, za¶ punktem centralnym (umieszczonym na przeciêciu ramion krzy¿a) by³y genitalia. Ta¶ma wideo przedstawia³a twarz æwicz±cego mê¿czyzny, ca³o¶ci dope³nia³y odg³osy z si³owni. Dlaczego jednak instalacja tak poruszy³a niektóre osoby, które stwierdzi³y, ¿e jest to profanacja krzy¿a, i¿ sprawê skierowano na drogê s±dow±? Pytanie na pierwszy rzut oka wygl±da banalnie – przecie¿ to oczywiste, nazwijmy rzecz po imieniu: „fiut na krzy¿u” to profanacja i szarganie ¶wiêtych symboli, kropka. Sprawa, niestety, nie jest a¿ taka prosta jak mog³oby siê wydawaæ. Krzy¿ nie jest wy³±cznie symbolem jednej religii i kultury, co w zasadzie wytr±ca argumenty oskar¿ycielom „o obrazê uczuæ religijnych” (czyli katolickich). Na fakt ten zwraca równie¿ uwagê ks. Andrzej Dragu³a (patrz: www.mateusz.pl/wdrodze/nr363/04-wdr.htm). Niestety, powo³ywanie siê na wielokulturowo¶æ symbolu jest mocno dyskusyjne, gdy¿ bior±c pod uwagê, ¿e Polska i wiara katolicka to jedno, u¿ywanie symbolu krzy¿a w innym kontek¶cie ni¿ katolicki jest jawnym atakiem na konkretn± grupê wyznaniow± (czy Polska jest krajem wyznaniowym? wydawa³o mi siê, ¿e nie!). We¼my wiêc pod uwagê ten argument (czê¶ciowo sk±din±d s³uszny), i prze¶led¼my mechanizm, który zosta³ wykorzystany w dziele: krzy¿ katolicki – w tej p³aszczy¼nie – wi±¿e siê bezspornie z postaci± ukrzy¿owanego Jezusa, a zatem jego cia³o (mêskie) sprowadzone zosta³o przez Nieznalsk± do czê¶ci cia³a (mêskiego) – genitaliów, a zatem czê¶æ (genitalia) zastêpuje ca³o¶æ (ukrzy¿owanego) Jezusa. Mechanizm pars pro toto jest oczywisty. Nawiasem mówi±c, to mo¿na jedynie siê domy¶laæ, co sta³oby siê, gdyby na krzy¿u zamiast „brudnych” i „wyuzdanych” czê¶ci cia³a Nieznalska umie¶ci³a rêkê lub nogê, bo osobi¶cie wydajê mi siê, ¿e wtedy ¿adnej sprawy by nie by³o (ale problem „tych” czê¶ci cia³a to zupe³nie inna para kaloszy). Mechanizm synekdochy sprowadza wiêc postaæ Jezusa do penisa, tym samym ukazuj±c go w kontek¶cie stricte cielesnym, seksualnym, a wiêc odartym z duchowo¶ci (wedle wiary katolickiej), dokonuje siê zatem uprzedmiotowienia syna bo¿ego. Powy¿sza interpretacja dobrze oddaje – wed³ug mnie – sposób my¶lenia przeciêtnego odbiorcy, który „dokonuje” odczytania instalacji, ujmuj±c to nieco lakoniczniej: „fiut na krzy¿u – skandal i blu¼nierstwo!”. I nie by³oby nic w tym dziwnego, gdyby nie pewien przypadek, który to w³a¶nie sprowokowa³ mnie do poruszenia tego tematu.

Dziwnym zrz±dzeniem losu trafi³em ostatnio do jednego z ko¶cio³ów. Wchodzê, rozgl±dam siê i nagle… opad³a mi szczêka. Przed sob± widzê krzy¿, który s³u¿y… uwaga! do zbierania ofiar od wiernych, jednym s³owem krzy¿-skarbonka. Czym ró¿ni siê krzy¿ z instalacji Nieznalskiej od krzy¿a-skarbonki w ko¶ciele – niczym. Mechanim jest ten sam: krzy¿ – w kontek¶cie katolickim – symbol cierpienia, mêki Chrystusa, ale równie¿ zbawienia i odkupienia win, zostaje u¿yty w celu zbierania pieniêdzy. Tym samym postaæ Jezusa w krzy¿u-skarbonce zosta³a zredukowana do otworu, do którego wierni wrzucaj± kasê! Pars pro toto (czê¶æ zastêpuje ca³o¶æ): otwór do wrzucania pieniêdzy jest Jezusem?, krzy¿, sfera sacrum, jest spichlerzem profanum, pieniêdzy? Przecie¿ jest to niczym innym, jak odarciem symbolu religijnego z jego warstwy duchowej, sprowadzeniem go do celów materialnych. Dlaczego wiêc nikt nie odpowiada przed s±dem za sprofanowanie symbolu religijnego – krzy¿a? Bo osoba, która wymy¶li³a krzy¿-skarbonkê, by³a idiot±, który nie¶wiadomie dokona³ uprzedmiotowienia, a Nieznalska z pewno¶ci± „celowo” chcia³a „obraziæ uczucia” Polaków-katolików? A skoro tak, to ukaraæ nale¿y nie tylko rzemie¶lnika, który wymy¶li³ to cudo, ale i osoby wystawiaj±ce go na ¶wiat³o dzienne, bo o ile ¿eby zobaczyæ instalacjê Nieznalskiej nale¿a³o wykupiæ wej¶ciówkê, to do ko¶cio³a ma prawo wej¶æ ka¿dy. Jest to tym bardziej absurdalne, ¿e tak naprawdê instalacja Pasja w ¿aden bezpo¶rednio sposób nie odnosi siê do wiary katolickiej (krzy¿ nie jest kulturowo przypisany do jednej religii, „pasja” to nie tylko mêka Chrystusa, ale równie¿ „zami³owanie do czego¶”, „namiêtno¶æ” itd.), za¶ krzy¿-skarbonka w ko¶ciele katolickim jest jawnie jednokulturowa! Tylko ¿e jako¶ nikt w owym ko¶ciele nie zwraca uwagi na ten „drobny” nietakt, za¶ Nieznalsk± trzeba potêpiæ. Dlaczego? Byæ mo¿e dlatego, ¿e nikt nie powiedzia³: „krzy¿e-skarbonki to profanacja!”, za¶ o Pasji mo¿na by³o to zdanie us³ysze¶ sporo razy; wniosek Nieznalska-blu¼nierca.

Zdajê sobie sprawê, ¿e Pasjê mo¿na intepretowaæ na wielu p³aszczyznach. Przedstawiona przeze ze mnie próba odczytania jest ¶wiadomie jednop³aszczyznowa i ogranicza siê tak naprawdê do struktury powierzchni, nie zmienia to jednak faktu, ¿e je¶li Nieznalska zostanie skazana, to powinni zostaæ skazani pomys³odawcy krzy¿a-skarbonki i osoby zamieszane w jawne „blu¼nierstwo”, czyli ksiê¿a w parafiach, w których owe przedmioty stoj±. Czy to nie farsa?

G³os 1., czyli po prostu wstêpniak
Nie ma rozpusty gorszej ni¿ my¶lenie.
Pleni siê ta swawola jak wiatropylny chwast
na grz±dce wytyczonej pod stokrotki.

Dla takich, którzy my¶l±, ¶wiête nie jest nic.
Zuchwa³e nazywanie rzeczy po imieniu,
rozwi±z³e analizy, wszeteczne syntezy,
pogoñ za nagim faktem dzika i hulaszcza,
lubie¿ne obmacywanie dra¿liwych tematów,
tar³o pogl±dów – w to im w³a¶nie graj.

W dzieñ jasny albo pod os³on± nocy
³±cz± siê w pary, trójk±ty i ko³a.
Dowolna jest tu p³eæ i wiek partnerów.
Oczy im b³yszcz±, policzki pa³aj±.
Przyjaciel wykoleja przyjaciela.
Wyrodne córki deprawuj± ojca.
Brat m³odsz± siostrê strêczy do nierz±du.

Inne im w smak owoce
z zakazanego drzewa wiadomo¶ci
ni¿ ró¿owe po¶ladki z pism ilustrowanych,
ca³a ta prostoduszna w gruncie pornografia.
Ksi±¿ki, które ich bawi±, nie maj± obrazków.
Jedyna rozmaito¶æ to specjalne zdania
paznokciem zakre¶lone albo kredk±.

Zgroza, w jakich pozycjach,
z jak wyuzdan± prostot±
umys³owi udaje siê zap³odniæ umys³!
Nie zna takich pozycji nawet Kamasutra.

W czasie tych schadzek parzy siê ledwie herbata.
Ludzie siedz± na krzes³ach, poruszaj± ustami.
Nogê na nogê ka¿dy sam sobie zak³ada.
Jedna stopa w ten sposób dotyka pod³ogi,
druga swobodnie kiwa siê w powietrzu.
Czasem tylko kto¶ wstanie,
zbli¿y siê do okna
i przez szparê w firankach
podgl±da ulicê.

(Wis³awa Szymborska, G³os w sprawie pornografii)

Witam. Muszê przyznaæ, ¿e d³ugo zastanawia³em siê, czy powinienem prowadziæ blog. W pewnym momencie stwierdzi³em jednak, ¿e ca³e „blogowe” zjawisko jest czym¶ pozytywnym: wyzwala pewn± wspólnotê my¶li miêdzy twórc± a osobami komentuj±cymi teksty (czyli „kup± mo¶ci panowie, kup±”). Nie s±dzê równie¿, aby prowadzenie „internetowego dziennika” by³o pozbawione wiêkszego sensu: nawet je¶li liczba odwiedzaj±cych jest znikoma, to nie znaczy to, ¿e trzeba zajêcie porzuciæ i zaj±æ siê czym¶ bardziej „powa¿nym”, czyli czym¶, co prze³o¿y siê na bardziej „widoczn±” (ilo¶ciow±) p³aszczyznê.
"G³osy w sprawie pornografii" – w moim pierwotnym zamierzeniu – po¶wiêcone byæ maj± szeroko pojêtym problemom spo³eczno-kulturowym. Wyznaczam tym samym dosyæ obszerny zakres tematyczny. Bior±c pod uwagê tendencje, które pojawiaj± siê we wspó³czesnym dyskursie spo³eczno-politycznym, wydajê mi siê, ¿e poruszanie pewnych kwestii, jest niezmiernie wa¿ne: demokracja, wolno¶æ, liberalizm, feminizm, s± s³owami, których znaczenie w ostatnim okresie jest tak niestabilne, ¿e w zasadzie zale¿y ono od osoby, która je wypowiada – jest to gro¼ne.
Nie ukrywam swoich lewicowych sympatii, jak i nie ukrywam swoich prawicowo-katolickich antypatii, nie kryjê równie¿ i tego, ¿e do pisania bloga na tematy istotne – oczywi¶cie wed³ug mnie – sk³oni³a mnie obecna sytuacja polityczna Polski.
"G³osy w sprawie pornografii" to parafraza tytu³u jednego z wierszy Szymborskiej, i nie jest to jedynie zabieg stylizacyjny. Patrz±c na pewne fragmenty polskiej rzeczywisto¶ci, nie sposób nie pomy¶leæ, ¿e faktycznie „nie ma rozpusty wiêkszej ni¿ my¶lenie”.
Pozdrawiam